Paweł Zalewski Blog Każde marzenia dane jest nam wraz z siłą do jego spełnienia!

23cze/070

Film – Jazda po Alpach

Już ponad 1,5 miesiąca po powrocie z Alp i jest filmik. Długo mi się składał, a jest prosty.

Obejrzyj go!
Wysoka jakość (15mb) POBIERZ (prawym klawiszem myszki, ZAPISZ JAKO)
Niska jakość (5mb) POBIERZ (prawym klawiszem myszki, ZAPISZ JAKO)

Ściągajcie i oceniajcie. Mała jazda autkiem po Alpach. Wkrótce postaram się o film z Chorwacji

Za tydzień wyjeżdzam do Brna, Czechy, na porejsowe spotkanie ekipy z jachtingu :) z 2007 roku. Przede mną tylko 285 km z Wrocławia, ale trafię na Morawy, gdzie są winiarnie ...

A już na następny weekend kolejna wyprawa na Wschód Europy, Lwów zaprasza. Podobno jedzie Norbi, ale kto wie czy pojedzie. Niemniej mnie na pewno będzie można tam spotkać :)

27maj/070

Dalmatio Lipo Ti Je, czyli urzekająca Chorwacja 2007

Zaczęło się w lutym, gdy to mój znajomy z rejsu w 2005, Robert napisał email czy płynę w tym roku. Szybka decyzja i zaliczka była wpłacona. Powoli kompletowała się załoga, którą poznałem dopiero wsiadając do nowiutkiego, luksusowego autokaru. Tak naprawdę to poznałem resztę współurlopowiczów, gdy Ci jedli pizzę, a ja przechodziłem obok ... :)

2930
Dlaczego Chorwacja i dlaczego na jachcie?
Uwielbiam takie przeżycia, niekonwencjonalne zwiedzanie świata. Chorwację pierwszy raz zobaczyłem w 2005 roku i urzekła mnie niesamowicie. Realizuję swoje marzenia, więc wróciłem do kraju turkusem, marmurem i winem płynącym i na pewno wrócę jeszcze wielokrotnie! Żeglarstwo? Nigdy mnie nie ciągnęło do niego, ale ten świst wiatru, szum fal i wody, raz lżejsze, raz mocniejsze kołysanie - to jest to, czego chciałbym doznawać jak najczęściej. Gdy dodamy do tego zapierające dech w piersiach chorwackie wybrzeże dalmatyńskie, doznamy tego, o czym wielu ludzi śni każdej nocy - znaleźć się w raju i cieszyć każdą, każdą chwilą. Atmosferę miejsca tworzy także ekipa ludzi z jakimi spędza się te niesamowite chwile. Mi dopisuje szczęście i trafiam na nieznanych mi ludzi, którzy okazują się niesamowici, za to Wam dziękuję!

Właściwa relacja :)

Ruszam o 9 rano spod firmy, odwozi mnie Sławek, po czym wsiadam w pociąg do Katowic. Tutaj o godzinie 13:00 nieoczekiwane spotkanie w pizzerii z resztą załogi, powitanie, poznanie się i ruszamy w drogę! Godziny lecą i lecą. Pojawia się wino, jedno za nami. Później obiad w barze, jeszcze w Polsce, później Czechy i kolejne wina ... następnie Słowacja, Węgry i znów wina ... w końcu to 8 osób! O 7 rano pierwszy przystanek w Chorwacji. Powietrze jakby inne, każdy czuje podekscytowanie zbliżającą się chwilą spotkania z przygodą. Zauważamy skrawek morza, później wyspy i tak już zostanie do następnej soboty ...

Odbieramy łódkę, Martina - Bavaria 36. Oczywiście wersja lux! 300 litrów słodkiej wody, 150 litrów paliwa, toaleta, dwa prysznice, radio na CD i 4 głośniki, mapa GPS, kuchnia z ciepłą i zimną wodą, dobrze chłodząca wino lodówka, kuchenka gazowa, piekarnik i zestaw szklanic ;-) Czas zacząć pływać!

2726
Dzisiaj nie wypłyniemy jednak na morze, kapitan w osobie Gniadego (Robert) postanawia, że dzisiaj się aklimatyzujemy i odpoczywamy, a polega to n zakupie baniaka 5 litrów wina. Dzisiaj także piłem najdroższe w moim życiu wino, Bielyje Vino, podane w knajpie w wiaderku z lodem ... 70 zł butelka :) Później prawie kupiłem Katamaran za 1,2mln euro. Przy oglądaniu sprzedający kazał mi jednak zdjąć sandały, bo podłoga była z prawdziwego drzewa, warta 40 tyś zł. Cóż, akurat zapomniałem karty kredytowej, a była to niezła okazja!

Niedziela to wypłynięcie z Sibenika i spokojny jachting w kierunku magicznego miasta - Trogir. Tu już byłem i będę. Fantastyczne stare miasto, niesamowite wąskie uliczki, knajpki o nieziemskich zapachach i palmy - duże, dostojne palmy, a w tle oświetlona marina z dziesiątkami masztów. Tutaj nic nie płacimy za postój, bo podobno żaglówki z Ecos Yachting nie płacą :) To zaoszczędziliśmy kasę na inne przyjemności! Nasz szef - skarbnik Lenin spisał się tak dobrze, że jeszcze nam sporo zostało.

2759
Kolejny dzień i pobudka jak zawsze z samego rana, już o 7:00. Mówi się WAKACJE :) Wypływamy około 9 rano, robimy śniadanko, kawkę, herbatę, kakao z rumem - cieszymy się widokami i słońcem - by dopłynąć do Milnej (wyspa), gdzie zmieni się nasz sposób postrzegania obiektów sakralnych.

Jeszcze o jedzeniu. Nasz szef kuchni i skarbnik w jednym, wiecznie żywy Lenin - Robert, gotował nam same przepyszności. Nie będę mówił jak może smakować w scenerii chorwackich wysp: pieczone udka kurczaka z młodymi ziemniaczkami i sałatką ze świeżutkich warzyw, pesto, jajecznica na chorwackim wędzonym boczku z 30 jaj, spagethi, szaszłyki, ryż z warzywami, kruh opiekany z zółtym serem i rewelacyjnymi przyprawami, kruh z oliwą z oliwek i inne ... gorzej jem w domu niż na jachcie :)

Milna - wyspa na wybrzeżu Środkowej Dalmacji, cumujemy na wybrzeżu starego miasta, idealnie pod wejściem do kościoła. Zwiedzamy miasteczko, odnajdujemy domową winiarnię, gdzie to w ciągu 12 godzin zakupujemy 16 litrów wina. Jak pojawiło się wino, to i impreza. Mamy muzykę, mamy stolik, mamy wino i zdjęcia z moich wypraw. Nie mieścimy się na żaglówce i wychodzimy na nabrzeże, a tu schody do kościoła, więc tu też imprezujemy. Niemcy chyba się patrzyli na nas dziwnie, ale ... niech pocałują nas w rufę!

2828
Poniedziałek rano, 5:30 - no tak, zacumowaliśmy pod kościołem - POBUDKA. Przez 5 minut dzwoniły dzwony ... powoli zwlekamy się z koi, idziemy się myć i na miasto po wino, uzupełnić zapasy na wieczór. Po drodze kawa se slagom i drobne zakupy. Wakacje są fantastyczne, zwłaszcza w Chorwacji! Pełen relaks i powolne życie. Acha ... tu miałem epizod korzystania z bezprzewodowego internetu w Marinie. Wyobraźcie sobie: siedzę na łódce, laptop na kolanach, a mi internet działa szybciej niż w firmie :) )) 11mb/s!

Płyniemy, bo po kilkunastu milach morskich zakotwiczyć się w urzekającej zatoce, gdzie kąpiemy się, śmiejemy się, opowiadamy sobie kawały. Jednym słowem marzenia się spełniają!

Po kilkunastu minutach wybieram się na eksplorację okolicznych wzgórz. W ciągu godziny zdobywam szczyt 141m n.p.m. Pamiętajcie, że startowałem z 0 m :) W galerii znajdziecie zdjęcia z tego miejsca, widok ze szczytu odebrał mi mowę i na filmie, który niedługo złożę, zobaczycie jak życie może być wspaniałe ... ps. to było na wyspie Hvar, jej północno-zachodnia część, całkowicie niezamieszkała! Wykonałem wiele zdjęć, do których będę wracał wielokrotnie ...

2858
Po powrocie na Martinę całej naszej załogi szybko się zbieramy do najbliższego portu, aby schować się przed burzą. Kapitan zarządza założenie szelek (takie specjalne, aby przypiąć się do jachtu, w razie wypadnięcia trzyma Cię linka). Na wietrze się skończyło, nie spadła ani kropla. Było kilka fal i prawdziwy dreszczyk emocji.

Palmizara - to kolejna marina do której dopłynęliśmy. Tu też w łazienkach nie było ciepłej wody, ale Gniady zabrał nas do uroczej knajpki, na chorwackie przysmaki ... takie chwile są cudowne i warto dać za nie wiele. Za te momenty, gdy cieszymy się ludźmi, z którymi spędzamy czas, gdy nie straszne są dla nas komary, gdy cieszą się nam oczy i wiemy jak jest nam przyjemnie. Zwykła nizina w Polsce przyniesie nam tyle samo radości co wyprawa w najodleglejszy zakątek świata, gdy tylko będziemy przezywać ten moment z fantastycznymi ludźmi! Przypominam sobie tegoroczne wyjazdy, Rzym, później Salzburg, uwielbiam te miejsca, bo to osoby z którymi je odwiedziłem sprawiły, że miejsca te, miały magię ...

2903
Kolejny dzień to bardzo długi przelot, 27-28 mil morskich. Płynęliśmy cały dzień. Zawinęliśmy do portu o nazwie Rogoznica. Byłem tam z kapitanem już 2 lata temu, dokładnie dwa. Bardzo fajnie wraca się do miejsc, w których już się było. Człowiek orientuje się gdzie co jest, wie co zobaczyć. Rogoznica to także ekskluzywna marina z marmurami w łazienkach, z codziennie polerowanymi chodnikami i wieloma atrakcjami, jak basen, korty tenisowe, wiele knajpek i innych uciech cielesnych. I wcale nie jest taka droga ;) W tym roku zabrakło tylko podświetlanych ekskluzywnych statków.

Ranek rozpoczynamy od kawy se slagom oraz wielkich zakupów! Wszak musimy kupić jedzenie na dwa dni. Dzisiaj śpimy na kotwicy w zatoce Kaprije. Płynęliśmy długo bowiem prawie cały czas na żaglach! Cóż to za uczucie, gdy ma się przechył 30 stopni i wrażenie, że jacht zaraz się wywróci, ale bez obaw, to praktycznie nie możliwe.

To mój drugi raz, gdy spałem bujając się w koi. Rzuciliśmy dwie kotwice, i balowaliśmy na jachcie z widokiem na oświetloną zatokę. Cudownie ... oczywiście muszę nadmienić, że nasz szef - Lenin wraz z Gniadym wyciągnęli dwa stare kosze na wino ... dobrze, że przy okazji kupili też normalne domowe wino! Acha, z żaglówki na ląd dopływa się oczywiście pontonem z silnikiem Yamaha 2.2 :)

2927
Piątek - ostatni dzień niesamowitej wyprawy. Kapitan postanawia dać nam mnóstwo czasu na opalanie i odpoczynek. Zatrzymujemy się w zatoce na wyspie Tijat. Tutaj cała nasza załoga bez Gniadego idzie zdobyć szczyt 132 m n.p.m. Wdrapujemy się po skałach, przeciskamy się przez krzaczory, by na szczycie doznać ekstazy. Jeden z najbardziej wspaniałych widoków w moim życiu. Zobacz zdjęcia w galerii i wyobraź sobie turkusowe zatoki, skaliste góry, w tle inne wyspy i miasteczka, na horyzoncie żaglówki, prażące słońce, lekki wiatr i Ty.

2936 2939
Około 16 podnosimy kotwicę po przekąsce zaserwowanej przez Gniadego, tosty i sałatka grecka. Pycha! O 18 docieramy do naszego portu macierzystego, cumujemy z małym incydentem zdenerwowania, by w końcu wypić wino za udany rejs i Neptuna, który pomógł nam dopłynąć spowrotem cało i zdrowo. Przekrzykujemy jeszcze kompletnie pijanych Chorwatów naszą piosenką "Hej Sokoły" i ruszamy na miasto na ostatnią wieczerzę. W Sibeniku odnajdujemy jedyną otwartą restaurację i o 23:00 dostaję Pohany Syr (Prazony Syr), wspólnie z Gniadym dochodzimy do wniosku, że równie dobry jak na Murterze dwa lata temu i na stole lądują jeszcze trzy porcje! Kapitan wygłasza swoją mowę, my mu dziękujemy i pijemy Jego i nasze zdrowie!

W sobotę, 26 maja przypominamy sobie o Dniu Mamy i wysyłamy sms-y z życzeniami. Warto je mieć, mamy oczywiście :) Szczęśliwie oddajemy Martinę, nasz jacht i dostajemy spowrotem kaucję. Na 10:00 zamawiamy taksówkę i jedziemy do Wodospadów Rzeki Krka. Tu już byłem, ale teraz mamy więcej czasu i dokładniej obchodzimy ten park. Te wodospady, rzeczki, jeziorka są niesamowite i polecam każdemu odwiedzenie tego Parku Narodowego!

Około godziny 19:00 ruszamy na miejsce odbioru nas przez autokar firmy Retman i ruszamy do domów. Tomek do Brna, ja do Katowic, Gniady, Lenin, Ania, Efa, Sylwia i Krzysiek do Warszawy. Czy wrócę jeszcze do tej Dalmatyńskiej Krainy? Z pewnością, niedługo, bo trzeba nacieszyć oczy jeszcze tyloma wspaniałymi widokami i przeżyć jeszcze więcej przygód.

9maj/070

Film – Salzburg

I jest - kolejny film z podróży, tym razem to opowieść o niesamowitej wyprawy do Salzburga, w Alpy i w świat śniegu.

Obejrzyj go!
Wysoka jakość (15mb) POBIERZ (prawym klawiszem myszki, ZAPISZ JAKO)
Niska jakość (5mb) POBIERZ (prawym klawiszem myszki, ZAPISZ JAKO)
Do końca tygodnia przygotuję film: Jazda po serpentynach :)

4maj/070

Alpy 2007 i miasto Mozarta – Salzburg

AlpenStrasse, Salzburg, Austria, Alpy, Europa.

"Jeżeli chcesz być szczęśliwy, to bądź!" - przysłowie hinduskie

2597
Tak zaczynam kolejną podróż, pierwszą tak daleką autem. Dość mocno zapakowany swoimi rzeczami, jedzeniem ruszam z Wrocławia 28 kwietnia nad ranem, tak o 5-tej opuszam Bielany. Wcześniej tankowanie, mycie samochodu, kantor na dworcu PKP i jazda autostradą A4 do Niemiec, przez Drezno, Norynbergę, Monachium do Salzburga w Austrii. Tylko nudno na tych autostradach ...

O 13:30 dojechałem do Salzburga. Wcześniej wydrukowane mapy pomogły mi bezbłędnie trafić do swoich koleżanek:Marleny i Ani do akademika 4*. Witamy się i mam lekkie niedowierzanie, ot jestem tu i teraz. Fajnie. Kto by się spodziewał, że w 2007 roku zahaczę o Alpy.

Salzburg ma niesamowitą atmosferę, wszystko płynie wolniej, łącznie z wodą w turkusowej górskiej rzece ... ludzie się uśmiechają, a Ty myślisz o tym jakby zostać tu na stałe ... w tle ośnieżone szczyty Alp, muzyka Mozarta, na AltStadt kafejki i niesamowite towarzystwo dwóch dziewczyn. Czy trzeba coś więcej?

2477
Pierwszy dzień, dość męczący dla mnie dzień (przejechałem 850km i mało spałem), to szybkie zwiedzanie Starego Miasta, wejście na Munchberg (Marlena - poprawiaj mnie z nazwami), spojrzenie na restauracje, gdzie Marlena chce mieć wesele i z góry widok na Salzburg i Alpy, ach jak cudownie!

Drugiego dnia, w Niedzielę po późnym wstaniu z łóżka (taa) wybieramy się we 4-rkę (tak tak, dołączyła do mnie trzecia dziewczyna - Kasia :) cudnie! ) do Hellbrun - zamek pod Salzburgiem z fantastycznym ogrodem z fontannami ukrytymi w najmniej oczekiwanych miejscach. Warte wejścia za 6 euro. Wcześniej poprzechadzaliśmy się jeszcze po parku, gdzie rodzice z dziećmi wspólnie spędzali dzień na zabawach, piknikach - czy w Polsce kiedyś zobaczymy sytuację, gdzie tata z synkiem i córką wspólnie bawią się na miejskiej karuzeli?

Następnego dnia wybieramy się do kopalni soli, czyli tego z czego słynie Salz-(sól)-burg. Fantastyczna wycieczka! Jestem pod wrażeniem co można zrobić ze starej zamkniętej kopalni i to w jaki sposób! Podczas zwiedzania pod ziemią czekają nas takie atrakcje jak:
- przejazd kolejką pod ziemią,
- projekcja filmu o Salzburgu z nutką humoru,
- zjazdy na ślizgawkch (najdłuższa 43m),
- przeprawa przez podziemne jezioro barką,
- degustacja słonej wody
- i wiele innych pomniejszych bardzo pozytywnie wpływających na odbiór wyprawy!

2574

Czwarty dzień, to już wtorek, wielki dzień. Wstajemy o 7 rano i jedziemy w prawdziwe Alpy! Na wysokogórską trasę po Alpach. Dużo nie będę opowiadać, zobaczcie zdjęcia. Jedzie się autem jak na filmach z agentem 007, serpentyny, podjazdy, zjazdy, wąskie przeprawy. Byłem w najwyższym punkcie mojego życia, na wysokości 2571m n.p.m. notabene ... peugeot też był na podobnej wysokości, może z 5 metrów niżej :)

Wiecie jak fajnie rzucać się śnieżkami w maju :) ! Widziałem lodowiec, świstaki i niesamowite góry, w których się zakochałem .... jedno z najpiękniejszych miejsc, które miałem okazję odwiedzić.

2637
Szczyt GrossGlockner 3798m. n.p.m.
Kolejny dzień to środa :) ach jak ten czas leci! Dzisiaj wybrałem się z Marleną do tej restauracji na Munchberg z panoramą na Salzburg i Alpy. Capuccino, ciastko a dla mnie śniadanie i fantastyczne jajka sadzone na boczku! W ogóle niesamowite miejsce z atmosferą tworzoną przez Marlenę, kawę i ApfelStrudel :) Rachunek, nie był, aż tak wysoki ... pani powiedziała, że 20 euro to kartą nie można płacić, ona chce gotówkę :)

Dzisiejszy dzień to także wyprawa samochodem nad jeziorka w Alpach - jak na filmach! Piękny kolor, góry i czysta czysta jak łza woda! Kocham takie chwile.

2654

Czwartek to dzień mojego wyjazdu do domku. To także dzień zakupów z Anią na starym mieście i kawy z ciastkiem w przecudnej kafejce z jeszcze bardziej uroczą atmosferą. Żyć nie umierać.

Powrót przez Niemcy z przygodnie poznanymi Agą i Michałem w Salzburgu, którzy na długi weekend wybrali się do Austrii autostopem, moje wyrazy podziwu i do zobaczenia gdzieś jeszcze, może faktycznie ten Lwów?
A może to Drezno, które zwiedziliśmy w godzinkę?

2690

Salzburg, Austria, Alpy - trzeba zobaczyć i poczuć się jak w niebie ...

21kwi/070

Praga – Złoty hrad nad Wełtawą

Piątek 29 kwietnia, godz, 23:00

Idę spać, za 2,5 godziny pobudka i ruszam do Pragi!

Już sobota 30 kwietnia, godz. 1:25
Sen był krótki, ale spałem - zaspany biorę plecak, czekam chwilę na Radka pod domem, który ma mnie odwieźć na autobus. O 2:30 odjeżdżam z dworca PKS, autobus klasy lux ... w miarę pusty, szybko zapadam w sen, budzę się co kilkanaście minut.

O 6:30 dojeżdżamy do Pragi - ale wyludnione to miasto! Wysiadam na dworcu pks, zimno jak cholera! Schodzę do metra, chcę kupić bilet - ale jak? nie mam monet czeskich! Jadę na gapę 3 stacje :) Wysiadam gdzieś na starym mieście, są uliczki, kamieniczki i pustki ... idę do hostelu - Chili Hostel - instrukcja jak do nich trafić jest idealna! O 7:10 melduję się w hostelu - na szczęście od razu mam łóżko. Po 15 minutach wychodzę zostawiając bagaż. Dziewczyna na recepcji jest zdziwiona, że nie poszedłem spać :) Pytam się, gdzie podają dobre śniadania. Dostaję mapę i adres - ruszam!

Idę powolutku, miasto naprawdę puste. U nas o 7:30 nawet we Wrocławiu czy Białymstoku jest już ruch, a tu nic ... Docieram do knajpki o 7:45 - do otwarcia jeszcze 15 minut. Czekam z 3 innymi osobami. Na śniadanie uczta! Jajka na bekonie, bagels, serek, pomidory, ogórki, kawa, sok ... :) O 8:45 ruszam dalej, obok knajpki jest wzgórze - myslę i wchodzę, od tyłu ...

Pusto oj pusto, słoneczko powoli zaczyna grzać, chodzę po górce i delektuję się zielonym kolorem i panoramą na miasto. No właśnie - chodzę, chodzę i dochodzę gdzieś pod jakiś stadion i akademiki! Nie wiedziałem gdzie jestem :) Musiałem skorzystać z wcześniej zakupionej mapy Pragi - drogowej. Ok. Obok wielki stadion, akademiki, skręć tu i tam i będziesz na Starym Mieście :) Obszedłem całe wzgórze w koło, by dotrzeć do wieży widokowej. Wejście 40 koron. 60 metrów wyżej wspaniały widok na Stare Miasto i rzekę: Wełtawę.

Cały mój wyjazd do Pragi to panoramy miasta z różnych miejsc. W galerii znajdziecie sporo zdjęć miasta z góry.

W barze na dole kupuję grzane wino, za 40 koron. Ciepło się robi. Po chwilowym relaksie na ławeczce na słoneczku idę dalej zwiedzać Stare Miasto.

W Pradze byłem już jakieś 10 lat temu. Coś tam pamiętam ... teraz przyjechałem podelektować się atmosferą, jeszcze trochę zauroczony Rzymem. Szwędałem się całymi dniami.

Zobaczyłem to co było ważne. Pałac prezydencki, kościół Św. Wita Stwosza (z zewnątrz, wejście do środka płatne). Chciałem zobaczyć też Złotą Uliczkę - niestety płatna! 40 koron!

Pospacerowałem i o 13 dotarłem na obiadek. Smaczne było. Oczywiście Smażony ser i piwo! Później przeszedłem przez Most Karola, sprawdziłem jak mają się karyaktury i portrety. Karykatura 5 euro, portret 15-25 euro :) O 14:30 trafiłem do hostelu i poszedłem spać, byłem strasznie zmęczony! Wstałem o 17 i znów ruszyłem do miasta.

Po drodze wstąpiłem do sklepu i kupiłem jakiś batonik i piwko. Później na Starym Mieście zajrzałem do knajpki na kawę i tiramisu! Bomba! Było też wino :) Leciała w nim super muzyka, lata 80-te. Nie chciało mi się wychodzić. O 19 trafiłem na ciekawy punkt, park z którego widać Stare Miasto, siedziałem tam dobrą godzinę i obserwowałem jak zmieniają kolory wraz z zachodem słońca.

2415
Później znów knajpka i obiadek + lampka wina. Chciałem się wyspać i odpocząć, dlatego już o 22:30 byłem w łóżku i spałem - jako pierwszy z całej ekipy z pokoju - dormitorium.

2421
Niedziela, 1 kwietnia, godz. 9:00
Pobudka, wszyscy w koło śpią, ja się wyspałem dostatecznie :) Za dyskotekami mocno nie przepadam. Umyłem się, na śniadanko na dół - tu sporo już osób. Bułeczki, serek, pasztecik no i się najadłem. Przed 10-tą znów ruszam na miasto.

Samemu było mi czasem nudno. Na pewno warto do Pragi się wybrać, ale większą ekipą. Miasto jest naprawdę fantastyczne. Nie zostało zniszczone podczas wojny, dlatego wszędzie są urokliwe kamienice, w dużej części odremontowane. Włoszek, też jest sporo ;) Momentami czułem się jak w Rzymie.

I co miałem robić? Wybrałem się do kina I-Max :) A co! Będę filmy po czesku oglądać - trójwymiarowe! Dojechałem metrem, w ogóle w Pradze wszędzie da się dojechać metrem, są aż 3 linie!

Pani w kasie mówi do mnie: ale to film po czesku, a ja odpowiadam: fajnie :)
Pół godziny później oglądam film o afrykańskich zwierzętach, słonie, żyrafy, nosorożce :) Wszystko po czesku i w trójwymiarze. Dla mnie bomba!

Od wczoraj planowałem wybrać się na wieżę telewizyjną, czyli najwyższy punkt widokowy w Pradze. Nie wiedziałem gdzie jest. Postanowiłem pospacerować w stronę Starego Miasta i oto po 2 km spaceru jest! Prawie przede mną :) Ogromna! Wchodzę, pusto, jest 12:30. Płacę i jedziemy, 93 m nad ziemią - Praga! Widoki niesamowite, to miasto jest położone na wzgórzach! Po około 30 minutach obserwacji miasta zjeżdżam windą do restauracji na wysokości 62m nad ziemą. Myślałem, że będzie drogo, a tu miła niespodzianka, taniej niż w mieście.

Siadam przy stoliku z widokiem na Pragę i Stare Miasto - ach uwielbiam takie momenty. Zamawiam kawę i tiramisu. Bardzo dobre to ciasto! Później wino i siedzę tak do 14. Czas uciekać, spacerkiem idę dalej na starówkę. Docieram do miejskiego parku, jest ławeczka, widok na ... miasto oczywiście, bo jesteśmy na wzgórzu :) Prażanie (?) spędzają niedzielne popołudnie grając w piłkę, spacerując, biegając, a ja? Muzyka w uszach i relaks na słonku.

2428
Czas poszukać jedzenia ... zajmuje mi to dobre 3 godziny :) Spacerując po Starym Mieście szukam bankomatu i knajpki. Trochę zrezygnowany wchodzę do jednej z nich. Pusto ... źle to wróży, ale cóż.

Zamawiam zestaw dnia za 180 koron. Dostaję potrawkę, gulasz z grzankami, frytki, surówkę i smażony ser :) Zamawiam dodatkowo piwko. Obok siedzi grupa Włochów. Dostają rachunek i coś im się nie zgadza. Podsłuchuję i okazuje się, że kelner doliczył 19% podatku, sprzeczają się z nim i dalej siedzą. Po chwili podchodzą do mnie i pytają się czy jestem turystą czy miejscowy. Pewnie, że miejscowy, Czesi są malutcy, ja bądź co bądź 187 cm i taki spory jestem :) Turysta mówię. Pytają się, czy coś wiem na temat dodawanych podatków w knajpach. Mówię, że nie. Są w cenie. Włosi zbulwersowani. Zamawiam kolejne pifko. Włosi siedzą dalej. Podchodzi do nich kelner już z 5 raz. Najpierw mówią mu, że źle robią, że tak nie można i mówią, że to zła knajpa, ale płacą ... Wychodząc mówią mi, żebym uważał. Wychodzę chwilę później i dostaję równy rachunek, bez extra podatków :)

Powolnym krokiem zmierzam przez Starówkę do hostelu. O 20:00 docieram, biorę plecak, żegnam się i na autobus. Oczywiście EuroLines wprowadza w błąd. Autobus przyjeżdża na inny dworzec, a odjeżdża z innego ... uff na szczęście zauważyłem i odnalazłem autobus. Oddałem bagaż. Mam 10 min do odjazdu. Pocztówki - pocztówki, mam znaczki i wypisane już, ale gdzie by tu je wrzucić! Nie ma skrzynek! Szukam po całym dworcu, jest przy ulicy, wrzucam, może dojdą. Teraz wiem, że już doszły :)
Droga powrotna mija sennie. Autobus pełen! O 1:30 jestem we Wrocławiu, skąd odbiera mnie Radek - dzięki!

Tak oto minął mi kolejny udany weekend! Podróże to marzenia, do spełnienia!