Paweł Zalewski Blog Każde marzenia dane jest nam wraz z siłą do jego spełnienia!

9cze/100

Do morza i do słońca – nad Morze Czarne

W Polsce powodzie, ludzie na miejscu pytają się nas, czy nie ma już wody. "Bolszoja woda?" - "Niet, teraz haraszo". A po powrocie wracamy do świata informacji i znów słyszmy, że zalewa...

Pomysłów na wyjazd zawsze mam pełną głowę. Teraz ważny był współczynnik - koszty. Padło więc na Ukrainę, pomimo że mieliśmy jechać na Węgry, ale cóż - to może w lipcu ;-)   W pewien chłodny sobotni wieczór 22 maja, sącząc drinka z rumem staram się rozpoznać działanie e-kvytoka - ukraińskiego systemu do kupowania biletów na pociągi online. Po dobrej godzinie mówię do Ani: "Ha! Do Odessy i z powrotem za 98 zł w plackarcie! Jedziemy?" - "Jedziemy!", i pojechaliśmy :)

Tak oto od wtorku do poniedziałku, na 6 nocy, tylko 2 spędziliśmy w "normalnym" łóżku, reszta w pociągach. Zmęczeni, ale uśmiechnięci skończyliśmy wyprawę.

Zakres tematyczny: Podróże - relacje Czytaj dalej
31sty/100

Krótki wypad w Góry Kocie

Niewiele osób wie, jak blisko od Wrocławia mamy do Kocich Gór. Tak nazywa się część Wzgórz Trzebnickich. 15-20 minut jazdy od granic miasta i znajdujemy się w innym świecie. Najwyższe wzniesienie to Ciemna Góra 258 m n.p.m. Niewiele, ale ze względu na duże różnice wysokości względnych wzgórza wyglądają niczym góry. Piękna okolica, dzikie zwierzęta, wiele tras rowerowych, a wszystko to w zasięgu ręki. Podczas niedzielnego spaceru, w środku mroźnej zimy szlaki nie są przetarte. Brodziliśmy więc z Anią w śniegu po kolana, a czasem i po pas w zaspach. Było ciężko, ale ta radość kończąc wyprawę jest niezapomniana.

Już wiem, że na wiosnę ponownie odwiedzimy Kocie Góry - pieszo i na rowerach!

Zapraszam do galerii ze zdjęciami:
Kocie Gory

8wrz/071

Sierpień 07 – Wiedeń

Szalony pomysł wyjazdu na Prater w Wiedniu narodził się pewnego słonecznego dnia w firmie J&B Trading.  Około 3 tygodnie wcześniej w ciągu kilku godzin powstała ekipa, a dzień później rezerwacja w hostelu.

Osoby w składzie: Anita, Sławek z bródką*, Konrad, Paweł ruszyli o 3:20 rano w podróż w nieznany świat dnia 25 sierpnia, sobota, 2007. Podróż przez mniejsze i większe góry, przez lepsze i gorsze drogi upłynęła szybko na wczesno-rannych rozmowach o życiu i trudach bycia Polakiem. W tle grało wiecznie kiepskie czeskie radio i tak po śniadaniu i zakupach alkoholowych pod Tesco o 9 rano dotarliśmy na ogromną wyprzedaż sprzętu w Media Markt, w Wiedniu. My Polacy, wielcy ludzie rzuciliśmy się w szał zakupów, wydaliśmy 5 tyś euro iiiii .... się rozmarzyłem :) Media Markt był, ale w nim ładowarka do mojego aparatu za 29 euro.

Około 9:30 docieramy na Prater, gdzie wszystko zamknięte. Idziemy na miasto i podziwiamy Starówkę, w tym słynną Katedrę Św. Stefana. Niestety tej w Kolonii jej daleko, oj daleko. Czas upłynął na wędrowaniu pośród pałaców, kamieniczek, gdy o 17 dotarliśmy do naszego hostelu po ciężkiej jeździe (dla mnie) po Wiedniu.

Szczęśliwi, pachnący ruszyliśmy o 19:30 na podbój miasta. Był Prater! Ach co to były za emocjonujące chwile na Supermanie, czy chociażby gondoli (wysoko!). Nie powiem, że pojawiły się też takie wstawki jak "Ty poj* z bródką" w trakcie spływu krwiście rwącą rzeką Kolorado, gdy to Sir Konrados o mało nie dostał zawału w trakcie prawie kolejnej wywrotki naszej wątpliwej jakości tratwy ... ;-)

Na wieży ciśnień poczuliśmy ze Sławkiem i Konradem jak to jest być pasywnym ... i jakie to uczucie, gdy siła ciążenia próbuje przebić się przez Twoje ciało. Doznania - nieziemskie :-D

Wieczorem Prater wygląda zdecydowanie lepiej niż za dnia. Jest kolorowo, tłoczno i głośno! Tak jak być powinno! W końcu to park rozrywki. Wieczorem piwo i wino na wzmocnienie, krótka wizyta na starym mieście, sesja zdjęciowa i powrót do domu, łóżka w hostelu.

Rano powolne wstawanie, toaleta i o 10:00 znów na miasto! Oczywiście do zaliczenia słynny pałac, położony 30 min spacerkiem od naszego hostelu. Doznania niesamowite.  Gdyby J&B mieściło się w takim pałacu, klient z reklamacją na pewno byłby odsyłany do pokoju C8432V na 4 piętrze, w aleii H23, skąd jeszcze 458 metrów do działu reklamacji :)

Następnie odwiedziliśmy Prater, gdzie dwaj śmiałkowie, Sosen z bródką i ja przeżyliśmy orgazm adrenaliny na śmigle kręcącym się z prędkością 100 km/h. 8 euro było warte swojej ceny :)

Po emocjonującej jeździe i innych karuzelach wsiedliśmy do auta i podążyliśmy przez czeskie Świtały do Wrocławia. Po drodze słuchaliśmy Czarnej Hory, a ja klnąłem na czeskie nieoznakowane drogi. Tak o północy dotarliśmy do domów.

8wrz/070

Sierpień 07 – Kolonia, Cologne, Koln

Kolejna arcyciekawa podróż! Całą rodziną, tzw. ja, siostra, mama i tata pakujemy się do auta i z Wrocławia jedziemy 15 sierpnia do rodziny w Niemczech Zachodnich.

Po prawie 900 km lądujemy w Bonn pod Kolonią. Ciepłe przywitanie z rodziną i smakowity obiad, to jest to co potrzebne do szczęścia po tak długiej podróży. Nadmienię, że podrodze zachaczyliśmy o Drezno (na kawę). Szybkie przejście starówki i spokojne chwile w kafejce.

Cały wyjazd do odpoczywanie w spokojnej, willowej dzielnicy Bonn i zwiedzanie okolic. W czwartek wybraliśmy się na zwiedzanie starego miasta Bonn. Urocze, mnóstwo sklepów i sporo ludzi. Obiad w chińskiej restauracji był nielada wyzwaniem :) Stół obficie zastawiony, a rachunek przyprawił o zwrót głowy. Dobrze, że nie ja płaciłem. Ha!

Wieczorem chciałem samodzielnie wybrać się na zwiedzanie Kolonii, ale nie znalazłem dworca! Skończyło się na winie w knajpce i bezpiecznym! powrocie do domu. O bezpieczeństwie? W całych Niemczech czułem się wyjątkowo bezpiecznie. Zero zagrożeń.

Piątek to wczesno-południowy wypad pociągiem regionalnym do Koloni. Zakupiliśmy bilet na 24 godziny na 5 osób za 19 euro i hopla. Pociąg w Kolonii zatrzymuje się w samym centrum pod sławną Katedrą, która naprawdę jest piękna i Ogromna! Wybraliśmy się do muzeum czekolady Lindt i to uważam, za najciekawszą pozycję do zobaczenia w Kolonii. Stare miasto to kilka kamieniczek (większość została zniszczona po II WŚ) i same sklepy, tak dużo sklepów, że aż dziw bierze, nasze starówki są jednak ciekawsze (mniej sklepów, więcej klimatycznych knajpek).

Sobota - ach! Co to był za dzień! Phantasialand! Fajny rodzinny park rozrywki z Rollercoasterami, wieżą ciśnień, rwącymi potokami, kolejkami, karuzelami, kinem 4D. Jednym słowem od samego rana do późnego wieczora zabawa na maksa! Film już wkrótce, lepiej pokaże, niż ja opowiem :)

Wieczorem grillowanie i rozmowy do późnych godzin nocnych. Oczywiście ja jeszcze na laptopie trochę posiedziałem :)

Niedziela to odwiedziny w klasztorze, którego nazwy nie pamiętam, ale ciekawie. Z roku 1120! Stary. W kraterze dawnego wulkanu. Później jazda do Koning i wejście na górę zamkową. Samego zamku nie oglądaliśmy. Zbyt mało czasu i wstęp dla całej rodziny to znów 20 euro ...

Jazda do Bonn po dość męczącym dniu, obiad, moja krótka drzemka i w drogę do Polski. Wyjechaliśmy o 20:20, we Wrocławiu o 5 rano. Tego dnia zrobiłem 1100 km za kierownicą, obecnie rekord.

Już wkrótce relacje z Wiednia, Czarnobyla ... bo tyle się jeszcze wydarzyło do 8 września ;)

10sie/070

Masyw Śnieżnika, lipiec 2007

Krótki weekendowy wyjazd z moją znajomą z wielu wypadów z polskie Sudety - Agnieszką.

Pierwszy weekendowy i naprawdę tani wyjazd. Łączny koszt wyszedł około 150 zł na osobę na co złożyło się:
- paliwo 50 zł (jechaliśmy moim autem)
- 50 zł noclegi x2 w agroturystyce
- 25 zł - kolacja z pstrągiem w roli głównej i drugą gwiazdą - martini
- 25 zł - bilet do kopalni Uranu w Kletnie oraz wjazd kolejką na Czarną Górę.

Wyprawa rozpoczyna się około godziny 17:25, gdy to podjeżdżam pod wieżowiec Agnieszki. Szybkie zapakowanie się i jazda do Kletna, nieopodal Lądka Zdrój. O 19:30 jesteśmy na miejscu, po drodze wypatrzyłem knajpy z pstrągami i zrobiłem smaczek :) Skończyło się wizytą w knajpie i niesamowitą kolacją! Cudowna ta ryba jest, a martini tylko dodało jej blasku!

Następnego dnia po noclegu na agroturystyce w Kletno 30 wyruszamy piechotą w Masyw Śnieżnika. Najpierw wizyta w kopalni Uranu - coś niesamowitego, podziemne kanały, zaułki! Dla mnie bomba, przewodnik udał się super. Później piechotką udajemy się pod Czarną Górę, by tam wjechać kolejką na szczyt. Z Czarnej Góry na którą nie musieliśmy nawet wjeżdzać udajemy się w stronę Schroniska pod Śnieżnikiem. Tu piwo i po 2 godzinnym odpoczynku atakujemy szczyt!

30 min marszu i jesteśmy - 1426 m n.p.m. Nie było ciężko, ani łatwo :) Ot przyjemnie. Na szczycie podziwiamy widoki i ruiny wysadzonej w PRL wieży widokowej ... Później schodzimy w dół do Kletna, z przygodami umordowani docieramy do domu, o 19:10. Wyszliśmy o 8:50. Po wejściu, w budach i ubraniu położyliśmy się na łóżkach, tylko chwilkę poleżeć ... i zasnęliśmy :) Pół godzinna drzemka była super! Później było ognisko, oglądanie zdjęć na laptopie i przednie bułgarskie wino.

Niedziela. Pobudka o 8. Zbieramy się sporo czasu i przed 10-tą opuszczamy nasze gniazdko. O 11 lądujemy w pewnej wiosce, gdzieś w okolicy Trójmorskiego Wierchu, gdzie to dojechaliśmy autem. Już na początku gubimy kiepsko oznakowany szlak, ale później szybko go odnajdujemy (w końcu obdywoje jesteśmy nielegalnymi przewodnikami sudeckimi). Idziemy granicą polsko-czeską. Kosztujemy jagody i maliny, raz polskie, raz czeskie (lepsze ;-) )

Ostre podejścia i piękne łąki. Docieramy po 2 godzinach do miejsca gdzie wypływa Nysa Kłodzka i jest zlewisko trzech mórz, o którym kiedyś uczyłem się w V LO w Białymstoku - ciekawie! Chwilę później zdobywamy Trójmorski Wierch z którego roztacza się niesamowity widok. Jemy obiadek - mielonka i pyszne jagody!

Powoli się zbieramy i ruszamy do Jodłowa, spokojnym krokiem przemierzamy lasy i łaki, co rusz zatrzymując się na maliny. Życie jest piękne, uwierz mi czytelniku.

O 18 docieramy do auta, które o dziwo nikt nie ukradł :) Agnieszka opada z wycieńczenia na pysznie miękkim fotelu Peugota i mówi, że się nigdzie już nie rusza. Ha, a przede mną 140 km do Wrocławia. Super! Przed 20-stą już w domu.

Wyjazd naprawdę nieprawdopodobny. Super męcząco-relaksujący. To właśnie podczas tego wyjazdu Agnieszka zaproponowała mi zostanie Przewodnikiem Sudeckim. Kto wie? W górach jest wszystko to co kocham ...

Możesz obejrzeć zdjęcia z tego wyjazdu, tutaj:
3364
A tutaj film:
http://pl.youtube.com/watch?v=bySoGEdjk-U