Paweł Zalewski Blog Każde marzenia dane jest nam wraz z siłą do jego spełnienia!

8wrz/071

Sierpień 07 – Wiedeń

Szalony pomysł wyjazdu na Prater w Wiedniu narodził się pewnego słonecznego dnia w firmie J&B Trading.  Około 3 tygodnie wcześniej w ciągu kilku godzin powstała ekipa, a dzień później rezerwacja w hostelu.

Osoby w składzie: Anita, Sławek z bródką*, Konrad, Paweł ruszyli o 3:20 rano w podróż w nieznany świat dnia 25 sierpnia, sobota, 2007. Podróż przez mniejsze i większe góry, przez lepsze i gorsze drogi upłynęła szybko na wczesno-rannych rozmowach o życiu i trudach bycia Polakiem. W tle grało wiecznie kiepskie czeskie radio i tak po śniadaniu i zakupach alkoholowych pod Tesco o 9 rano dotarliśmy na ogromną wyprzedaż sprzętu w Media Markt, w Wiedniu. My Polacy, wielcy ludzie rzuciliśmy się w szał zakupów, wydaliśmy 5 tyś euro iiiii .... się rozmarzyłem :) Media Markt był, ale w nim ładowarka do mojego aparatu za 29 euro.

Około 9:30 docieramy na Prater, gdzie wszystko zamknięte. Idziemy na miasto i podziwiamy Starówkę, w tym słynną Katedrę Św. Stefana. Niestety tej w Kolonii jej daleko, oj daleko. Czas upłynął na wędrowaniu pośród pałaców, kamieniczek, gdy o 17 dotarliśmy do naszego hostelu po ciężkiej jeździe (dla mnie) po Wiedniu.

Szczęśliwi, pachnący ruszyliśmy o 19:30 na podbój miasta. Był Prater! Ach co to były za emocjonujące chwile na Supermanie, czy chociażby gondoli (wysoko!). Nie powiem, że pojawiły się też takie wstawki jak "Ty poj* z bródką" w trakcie spływu krwiście rwącą rzeką Kolorado, gdy to Sir Konrados o mało nie dostał zawału w trakcie prawie kolejnej wywrotki naszej wątpliwej jakości tratwy ... ;-)

Na wieży ciśnień poczuliśmy ze Sławkiem i Konradem jak to jest być pasywnym ... i jakie to uczucie, gdy siła ciążenia próbuje przebić się przez Twoje ciało. Doznania - nieziemskie :-D

Wieczorem Prater wygląda zdecydowanie lepiej niż za dnia. Jest kolorowo, tłoczno i głośno! Tak jak być powinno! W końcu to park rozrywki. Wieczorem piwo i wino na wzmocnienie, krótka wizyta na starym mieście, sesja zdjęciowa i powrót do domu, łóżka w hostelu.

Rano powolne wstawanie, toaleta i o 10:00 znów na miasto! Oczywiście do zaliczenia słynny pałac, położony 30 min spacerkiem od naszego hostelu. Doznania niesamowite.  Gdyby J&B mieściło się w takim pałacu, klient z reklamacją na pewno byłby odsyłany do pokoju C8432V na 4 piętrze, w aleii H23, skąd jeszcze 458 metrów do działu reklamacji :)

Następnie odwiedziliśmy Prater, gdzie dwaj śmiałkowie, Sosen z bródką i ja przeżyliśmy orgazm adrenaliny na śmigle kręcącym się z prędkością 100 km/h. 8 euro było warte swojej ceny :)

Po emocjonującej jeździe i innych karuzelach wsiedliśmy do auta i podążyliśmy przez czeskie Świtały do Wrocławia. Po drodze słuchaliśmy Czarnej Hory, a ja klnąłem na czeskie nieoznakowane drogi. Tak o północy dotarliśmy do domów.

Komentarze (1) Trackbacks (0)
  1. Przeczytaj caly blog, calkiem dobry


Dodaj komentarz


Brak trackbacków.