Paweł Zalewski Blog Każde marzenia dane jest nam wraz z siłą do jego spełnienia!

8wrz/070

Sierpień 07 – Kolonia, Cologne, Koln

Kolejna arcyciekawa podróż! Całą rodziną, tzw. ja, siostra, mama i tata pakujemy się do auta i z Wrocławia jedziemy 15 sierpnia do rodziny w Niemczech Zachodnich.

Po prawie 900 km lądujemy w Bonn pod Kolonią. Ciepłe przywitanie z rodziną i smakowity obiad, to jest to co potrzebne do szczęścia po tak długiej podróży. Nadmienię, że podrodze zachaczyliśmy o Drezno (na kawę). Szybkie przejście starówki i spokojne chwile w kafejce.

Cały wyjazd do odpoczywanie w spokojnej, willowej dzielnicy Bonn i zwiedzanie okolic. W czwartek wybraliśmy się na zwiedzanie starego miasta Bonn. Urocze, mnóstwo sklepów i sporo ludzi. Obiad w chińskiej restauracji był nielada wyzwaniem :) Stół obficie zastawiony, a rachunek przyprawił o zwrót głowy. Dobrze, że nie ja płaciłem. Ha!

Wieczorem chciałem samodzielnie wybrać się na zwiedzanie Kolonii, ale nie znalazłem dworca! Skończyło się na winie w knajpce i bezpiecznym! powrocie do domu. O bezpieczeństwie? W całych Niemczech czułem się wyjątkowo bezpiecznie. Zero zagrożeń.

Piątek to wczesno-południowy wypad pociągiem regionalnym do Koloni. Zakupiliśmy bilet na 24 godziny na 5 osób za 19 euro i hopla. Pociąg w Kolonii zatrzymuje się w samym centrum pod sławną Katedrą, która naprawdę jest piękna i Ogromna! Wybraliśmy się do muzeum czekolady Lindt i to uważam, za najciekawszą pozycję do zobaczenia w Kolonii. Stare miasto to kilka kamieniczek (większość została zniszczona po II WŚ) i same sklepy, tak dużo sklepów, że aż dziw bierze, nasze starówki są jednak ciekawsze (mniej sklepów, więcej klimatycznych knajpek).

Sobota - ach! Co to był za dzień! Phantasialand! Fajny rodzinny park rozrywki z Rollercoasterami, wieżą ciśnień, rwącymi potokami, kolejkami, karuzelami, kinem 4D. Jednym słowem od samego rana do późnego wieczora zabawa na maksa! Film już wkrótce, lepiej pokaże, niż ja opowiem :)

Wieczorem grillowanie i rozmowy do późnych godzin nocnych. Oczywiście ja jeszcze na laptopie trochę posiedziałem :)

Niedziela to odwiedziny w klasztorze, którego nazwy nie pamiętam, ale ciekawie. Z roku 1120! Stary. W kraterze dawnego wulkanu. Później jazda do Koning i wejście na górę zamkową. Samego zamku nie oglądaliśmy. Zbyt mało czasu i wstęp dla całej rodziny to znów 20 euro ...

Jazda do Bonn po dość męczącym dniu, obiad, moja krótka drzemka i w drogę do Polski. Wyjechaliśmy o 20:20, we Wrocławiu o 5 rano. Tego dnia zrobiłem 1100 km za kierownicą, obecnie rekord.

Już wkrótce relacje z Wiednia, Czarnobyla ... bo tyle się jeszcze wydarzyło do 8 września ;)

Komentarze (0) Trackbacks (0)

Brak komentarzy.


Dodaj komentarz


Brak trackbacków.