Masyw Śnieżnika, lipiec 2007
Krótki weekendowy wyjazd z moją znajomą z wielu wypadów z polskie Sudety - Agnieszką.
Pierwszy weekendowy i naprawdę tani wyjazd. Łączny koszt wyszedł około 150 zł na osobę na co złożyło się:
- paliwo 50 zł (jechaliśmy moim autem)
- 50 zł noclegi x2 w agroturystyce
- 25 zł - kolacja z pstrągiem w roli głównej i drugą gwiazdą - martini
- 25 zł - bilet do kopalni Uranu w Kletnie oraz wjazd kolejką na Czarną Górę.
Wyprawa rozpoczyna się około godziny 17:25, gdy to podjeżdżam pod wieżowiec Agnieszki. Szybkie zapakowanie się i jazda do Kletna, nieopodal Lądka Zdrój. O 19:30 jesteśmy na miejscu, po drodze wypatrzyłem knajpy z pstrągami i zrobiłem smaczek
Skończyło się wizytą w knajpie i niesamowitą kolacją! Cudowna ta ryba jest, a martini tylko dodało jej blasku!
Następnego dnia po noclegu na agroturystyce w Kletno 30 wyruszamy piechotą w Masyw Śnieżnika. Najpierw wizyta w kopalni Uranu - coś niesamowitego, podziemne kanały, zaułki! Dla mnie bomba, przewodnik udał się super. Później piechotką udajemy się pod Czarną Górę, by tam wjechać kolejką na szczyt. Z Czarnej Góry na którą nie musieliśmy nawet wjeżdzać udajemy się w stronę Schroniska pod Śnieżnikiem. Tu piwo i po 2 godzinnym odpoczynku atakujemy szczyt!
30 min marszu i jesteśmy - 1426 m n.p.m. Nie było ciężko, ani łatwo
Ot przyjemnie. Na szczycie podziwiamy widoki i ruiny wysadzonej w PRL wieży widokowej ... Później schodzimy w dół do Kletna, z przygodami umordowani docieramy do domu, o 19:10. Wyszliśmy o 8:50. Po wejściu, w budach i ubraniu położyliśmy się na łóżkach, tylko chwilkę poleżeć ... i zasnęliśmy
Pół godzinna drzemka była super! Później było ognisko, oglądanie zdjęć na laptopie i przednie bułgarskie wino.
Niedziela. Pobudka o 8. Zbieramy się sporo czasu i przed 10-tą opuszczamy nasze gniazdko. O 11 lądujemy w pewnej wiosce, gdzieś w okolicy Trójmorskiego Wierchu, gdzie to dojechaliśmy autem. Już na początku gubimy kiepsko oznakowany szlak, ale później szybko go odnajdujemy (w końcu obdywoje jesteśmy nielegalnymi przewodnikami sudeckimi). Idziemy granicą polsko-czeską. Kosztujemy jagody i maliny, raz polskie, raz czeskie (lepsze
)
Ostre podejścia i piękne łąki. Docieramy po 2 godzinach do miejsca gdzie wypływa Nysa Kłodzka i jest zlewisko trzech mórz, o którym kiedyś uczyłem się w V LO w Białymstoku - ciekawie! Chwilę później zdobywamy Trójmorski Wierch z którego roztacza się niesamowity widok. Jemy obiadek - mielonka i pyszne jagody!
Powoli się zbieramy i ruszamy do Jodłowa, spokojnym krokiem przemierzamy lasy i łaki, co rusz zatrzymując się na maliny. Życie jest piękne, uwierz mi czytelniku.
O 18 docieramy do auta, które o dziwo nikt nie ukradł
Agnieszka opada z wycieńczenia na pysznie miękkim fotelu Peugota i mówi, że się nigdzie już nie rusza. Ha, a przede mną 140 km do Wrocławia. Super! Przed 20-stą już w domu.
Wyjazd naprawdę nieprawdopodobny. Super męcząco-relaksujący. To właśnie podczas tego wyjazdu Agnieszka zaproponowała mi zostanie Przewodnikiem Sudeckim. Kto wie? W górach jest wszystko to co kocham ...
Możesz obejrzeć zdjęcia z tego wyjazdu, tutaj:
A tutaj film:
http://pl.youtube.com/watch?v=bySoGEdjk-U